<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814</id><updated>2011-07-28T15:36:18.097-07:00</updated><title type='text'>to nie jest tytuł tego bloga</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>14</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-2073911202245915906</id><published>2009-12-26T23:44:00.000-08:00</published><updated>2009-12-26T14:46:17.381-08:00</updated><title type='text'>Człowiek witruwiański</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Człowiek witruwiański ma poważne spojrzenie. Żeby nie powiedzieć - groźne. Czy on jest zły, że Leonardo umieścił go w środku koła i kwadratu? Cóż - rzeczywiście, wygląda to dość ciasno choć proporcje są przecież idealne. Zupełnie idealne. Nie umiem czytać z oczu, tymbardziej oczu narysowanych, ale przecież człowiek witruwiański jest wyraźnie sfrustrowany. To widać właśnie po oczach. On mówi nam wszystkim "spierdalaj"... Czyż nie? A czy wy, stojąc bezustannie jak kretyn z rozłożonymi rękami i nogami w jednej... W dwóch pozycjach (naraz!) nie powiedzielibyście wszystkim ciekawym, kulturalnym sztukszpecjalistom "spierdalaj"?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Człowiek witruwiański wygląda jak Jezus. Z racji jego uniwersalnej "postawy" można dostrzec w nim np. Jezusa Mega (czyli takiego "ja tu rządzę!")  czy Jezusa Ukrzyżowanego. Obydwie opcje zawierają w sobie Wyprostowane Nogi + Wzniesione Ręce. Różnica polega na tym, że Jezus Mega ma dodatkowo Coca-Colę 0,4 L, a Jezus Ukrzyżowany jest ukrzyżowany i dlatego nie ma Coca-Coli. Wypił ją Judasz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: verdana; text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Człowiek witruwiański buntuje się na wiele różnych sposobów. Oprócz groźnego spojrzenia nawołującego nas do tego, byśmy sobie poszli - szykuje się on do pokazania nam środkowego palca. Wystarczy zwrócić uwagę na jego lewą uniesioną dłoń - wyraźnie zaczyna się ona składać do gestu miłości. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Człowiek witruwiański jest prawdopodobnie seksowny. Gdyby Leonardo da Vinci był jeszcze genialniejszy niż był w rzeczywistości i narysował CZ.W. w 3D, a przy tym wziął pod uwagę jeszcze ruch bioder - CZ.W. prawdopodobnie mógłby grać w filmach pornograficznych. Albo w komediach romantycznych, ale wtedy nie trzeba by było 3D i bioder (wniosek - filmy pornograficzne są dużo ambitniejsze). Prawdopodobnie - nie znam się.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Człowiek witruwiański zagłosowałby chyba na Kaczyńskich. Wnioskuję po groźnym (grożącym) spojrzeniu i po ustach zaciśniętych w sposób zacietrzewiony. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Człowiek witruwiański ma debilną fryzurę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-2073911202245915906?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/2073911202245915906/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/12/czowiek-witruwianski.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/2073911202245915906'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/2073911202245915906'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/12/czowiek-witruwianski.html' title='Człowiek witruwiański'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-2928839243443127976</id><published>2009-10-31T01:53:00.000-07:00</published><updated>2009-10-30T17:57:52.644-07:00</updated><title type='text'>Światłocień</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Chyba powinienem zacząć zakładać się sam ze sobą o to, kiedy zgaszę lampkę. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Patrzę na nią nieufnie, nawet ją lubię. Jest "w miarę" - czerwona i niedaleko włącznika/wyłącznika ma ślady po źle zdrapanej cenie. Nie, nie ja zrywałem. Ciekawe ile kosztowała... Zupełnie tu nie pasuje. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Jest jak czarna plama na białej kartce papieru. Jak idealne figury geometryczne na impresjonistycznym obrazie. Jak ja na siłowni. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Paradoksalnie, właśnie dlatego &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;idealnie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;wpisuje się  w całość, jaką stanowi mój mizernie, jak na razie, urządzony pokój.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Lubię żółtawe światło, jakie dają żarówki w lampkach. Są dużo przyjemniejsze i bardziej inspirujące do czegokolwiek niż oczojebne, "globalne" reflektory zwane "żyrandolem". Czy lampki są better dlatego, że przy ich światełku można dużo więcej ukryć?&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family:verdana;"&gt;A może po prostu dają piękniejszy cień...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Powinienem już zgasić światło. Posiadam władzę nad ciemnością, to ja decyduje kiedy ona nastanie. Wiem, że to ulotne; że mogę się tym cieszyć jedynie dotąd, aż nie spali się mała żarówka. Zamiana ról jest tak nieprzewidywalna...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-2928839243443127976?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/2928839243443127976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/10/swiatocien.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/2928839243443127976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/2928839243443127976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/10/swiatocien.html' title='Światłocień'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-8637297877419072823</id><published>2009-09-11T23:47:00.000-07:00</published><updated>2009-09-11T14:48:04.063-07:00</updated><title type='text'>Dziennik pokładowy cz. 2</title><content type='html'>&lt;div  style="text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"Siusiu w torcik" to tytuł chyba nieprzypadkowy, biorąc pod uwagę to, iż dzieła sztuki zebrane na tej wystawie nie pasują do siebie zupełnie. Wśród pozycji mniej lub bardziej ciekawych - wynalazłem kilka totalnych kiczów i kilka prawdziwych perełek, które z przyjemnością kontemplować mogę w każdej chwili. Zachęta zachęciła mnie do tego, bym odwiedzał ją częściej. Najprawdopodobniej tylko w czwartki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;150 tysięcy maków, jeden obok drugiego, w jednym miejscu - robi wrażenie. Nawet jeśli nie wyglądają na szczególnie naturalne, podświetlone od dołu kwiaty potrafią przykuć uwagę i cieszyć oko. Nie one jednak stanowiły główny cel mojej wycieczki na Krakowskie Przedmieście. Chopin na jazzowo okazał się dużo bardziej fascynujący, niż się zapowiadał. Podczas koncertu trio Jagodzińskiego więcej było jazzu niż Chopina, na co skrycie liczyłem. Klasyczne melodie mazurków i polonezów były pochowane wśród partii synkopowanych, licznych jazzujących, często zawieszonych akordów. Przemycane tematy z Chopina stanowiły bazę wyjściową do improwizacji instrumentalistów, które były naprawdę zachwycające. Czasem nachodzi mnie myśl, że najlepsze koncerty to te, na które trafia się przypadkiem. Dzisiejszy wieczór zdaje się to potwierdzać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro odjazd. Pierwsze rozeznanie - pozytywne. Tylko zakonnice w autobusie 150 trochę śmierdzą...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-8637297877419072823?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/8637297877419072823/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/09/dziennik-pokadowy-cz-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/8637297877419072823'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/8637297877419072823'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/09/dziennik-pokadowy-cz-2.html' title='Dziennik pokładowy cz. 2'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-7174516570393509852</id><published>2009-09-10T23:39:00.000-07:00</published><updated>2009-09-11T13:34:35.384-07:00</updated><title type='text'>Dziennik pokładowy cz. 1</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Warszawa jest fascynująca i odstraszająca zarazem. Zalążek nieco wyższej niż obcowanie z "Rogowianką" kultury podnosi na duchu. Wszystkie kluby i lokale, których pewnie w większości nigdy nie odwiedzę również powodują jakiś psychiczny komfort możliwości ucieczki od nudy. Smog, korki, maszyna, masa i poczucie Niewiedzy Totalnej potrafi odstręczać - staram się tego nie dostrzegać schowany w moim tymczasowym miejscu schronu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Mieszkanie jest "modern", fajnie (nienawidzę słowa "fajnie") urządzone i ogółem jest tu zupełnie sympatycznie. Cicha okolica i cisi sąsiedzi z jednej strony cieszą, z drugiej jednak obawiam się ich reakcji na nadciągającą na nich wielkimi krokami sporą dawkę jazzu. Napotkane jak dotąd osoby okazały się być starszymi bądź jeszcze bardziej starszymi paniami, które chyba niewiele słyszą (co w przypadku nadciągającej fali muzyki jest pocieszające) i niewiele widzą. Gdy dziś mijałem jedną z nich na klatce - zastanawiałem się czy mam ją już reanimować czy poczekać i przekonać się, czy dojdzie do mieszkania. Nie reanimowałem, ani nie poczekałem...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Rozeznanie w Punktach Zasadniczych, komunikacji miejskiej i wszelkich ciekawszych okolicach w miarę szybko sprawia, iż rozwijam swój talent pamięci terenowej. Do dziś moim największym sukcesem jest zaprowadzenie A. do galerii ECHO w Kielcach (idąc od dworca - z pamięci rzecz jasna!). Być może tutaj rozwinę skrzydła. Wydział, Empik, Tygmont, Cafe, Pizza Hut i jakieś przystanki - zlokalizowane. Nic więcej do szczęścia nie trzeba. Nawet czajnik mam kosmiczny - świecący. I - cytując legendarnego Lecha - ma zajebisty dziubek! &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Tylko A. powinna tu siedzieć i pić ze mną herbatę... Bez Niej jest zbyt szaro, zbyt pusto. Ca Ira.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-7174516570393509852?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/7174516570393509852/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/09/dziennik-pokadowy-cz-1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/7174516570393509852'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/7174516570393509852'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/09/dziennik-pokadowy-cz-1.html' title='Dziennik pokładowy cz. 1'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-1977253892438390360</id><published>2009-09-07T01:21:00.000-07:00</published><updated>2009-09-06T16:24:42.624-07:00</updated><title type='text'>Hitchcockowatość</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Bum... I mamy trzęsienie ziemi. Jakieś "ło"! &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;A teraz napięcie rośnie. Każdemu rośnie coś na pięcie...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Rośnie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Rośnie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Rośnie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;I zaskakujący&lt;br /&gt;Koniec. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Dziękuję.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-1977253892438390360?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/1977253892438390360/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/09/hitchcockowatosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/1977253892438390360'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/1977253892438390360'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/09/hitchcockowatosc.html' title='Hitchcockowatość'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-8893272259175476122</id><published>2009-09-02T16:45:00.000-07:00</published><updated>2009-09-02T07:45:25.011-07:00</updated><title type='text'>Kilka myśli zebranych na trasie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Czy wyrabianie umiejętności prowadzenia samochodu podczas nauki jazdy ma zniechęcić ludzi do jeżdżenia samochodem? W swym krótkim życiu przejeździłem 23 godziny (w perspektywie mam jeszcze 7, a potem to już nie wiadomo) i już tego nienawidzę... Być może samodzielna jazda bez kompana u boku (posiadającego Pedały Ostateczności) przywróci mi radość z wpadania w dziury na polskich drogach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Nie znoszę limuzyny o kryptonimie MICRA. Jest tam ciasno, duszno, niewygodnie i wsteczny ciężko wskakuje. Jezu Chryste, któryś cierpiał na krzyżu! Dlaczego ja muszę cierpieć w MICRZE?! Myślisz, że Tobie było gorzej? Wcale nie! Może i nie mam przybitych dłoni do kierownicy, ale za to Ty nie musiałeś się martwić o pieszych pod krzyżem ani o innych wiszących, którzy Cię nie mijali ani nie wyprzedzali. MICRO, giń!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Nie znoszę pieprzonych Kielc, po których mam ostatnio wątpliwą przyjemność poruszania się pojazdem samochodowym (MIRCO, giń!). Kielce to dzieło szatana, jestem tego pewien. Ciężko mi znaleźć jakieś konkretne dowody dla tej tezy, ale jadąc po szarych jezdniach tego szarego miasta - czuję obecność szatana w pobliżu. To sam Diabeł Najwyższej Instancji wymyślił te cholerne, wielkie skrzyżowania, na które wjeżdżam, staję na środku, tamuję ruch, i na których "mam kombinować, żeby ułatwić przejazd sobie i innym". To szatan wymyślił ronda ze znakiem "ustąp pierwszeństwa", to szatan wymyślił kieleckie uliczki osiedlowe, to szatan wymyślił ulicę Domaszowską, to sam szatan we własnej osobie spłodził mojego instruktora!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Żarty Szanownego Wyżej Wspomnianego (którego mimo wszystko pozdrawiam) są chyba jeszcze bardziej drętwe niż te o perkusistach. Podziwiają je i śmieją się z nich jedynie uroczy Damianek i pani Janina (których nie pozdrawiam). Ruskie powiedzonka, tureckie przysłowia, starożytno-fińskie (haha - doskonałe, czyż nie?) prawdy życiowe. Kiedy błądzę w socjalistycznym krajobrazie Kielc myślę sobie, że warto było wydać tę kasę na kurs - choćby po to aby poznać "prawo zupy" (którego z racji walorów estetycznych tego niewątpliwie artystycznego miejsca nie będę przytaczał). Poza tym - życzę każdemu, żeby choć raz mógł zobaczyć mojego zgarbionego i ściśniętego w MICRZE (MICRO, giń!) instruktora podjeżdżającego do miejsca X - magiczny obrazek. Jest on wtedy takim Wielkim Śledziem w małej puszce.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Niedługo wsiądę do niej z powrotem. Wcale mi do tego nie spieszno. MICRO, giń!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-8893272259175476122?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/8893272259175476122/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/09/kilka-mysli-zebranych-na-trasie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/8893272259175476122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/8893272259175476122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/09/kilka-mysli-zebranych-na-trasie.html' title='Kilka myśli zebranych na trasie'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-6020803535278875176</id><published>2009-08-27T23:27:00.000-07:00</published><updated>2009-08-27T14:33:07.941-07:00</updated><title type='text'>Biję Schopenhauera po głowie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Coraz częściej wydaje mi się, że nie potrafię dotrzeć do sedna czegokolwiek. Zatrzymuję się w połowie mojej drogi poznania, na granicy własnych możliwości. Nie wiem czy emocjonalnych czy intelektualnych… Nie umiem odkryć istoty, idei. Patrzę na wszystko, co mnie otacza jak na niewyraźne cienie w jaskini. Uświadamiam sobie, że otaczająca mnie rzeczywistość pełna tych cieni przyprawia mnie o nużące uczucie niespełnienia. Dlaczego nie potrafię spojrzeć w górę i ujrzeć tego, do czego dążę? Może rzeczywiście nie możemy dotrzeć do „istoty bytu”? Być może nie jest nam dane ogarnąć swój własny zmysł poznania… Kant chyba miał rację.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;A może to moja własna świadomość jest już ograniczona z powodu całej tej burzy, tej huśtawki emocjonalnej odbywającej się w moim umyśle? Może pewne sytuacje już mnie przerastają? Wszechogarniająca atmosfera niedopowiedzenia i niepewności stwarza jakieś niejasne pozory zjawiska, które Goethe nazwałby pewnie „weltschmerzem”. Na całe szczęście daleko mi do Wertera i jemu podobnych. Psychopata siedzący w mojej głowie jest kimś zupełnie innym. On również jest jakimś bytem, do którego istoty z całą pewnością nie potrafię dotrzeć… A może to ja jestem jego istotą?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Rozważania te są nieco przygnębiające, chyba tak… Może nawet niezrozumiałe. Właściwie sam – o czym wcześniej już wspomniałem – nie potrafię tego ogarnąć. Trapi mnie to, a ja wciąż powtarzam sobie, aby o tym nie myśleć. Ambicja przeskoczenia tej filozoficznej granicy jest chyba jednak silniejsza niż moja wątła perswazja. Tym bardziej jeśli próbuję o czymkolwiek przekonać sam siebie…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Jednak na przekór tej melancholii codziennie biję po głowie wychylającego się zza mojej półki z książkami Schopenhauera i staram się odnajdywać szczęście. Pesymizm jest na większą skalę szaleńczo nudny. Co innego konstruktywny i inspirujący dekadentyzm (turborealistycznie umiłowany) - pesymizm niech jednak pozostanie ideą, do której nie chcę docierać. Radości więc – jej trzeba poszukiwać! Co prawda nie uciekam w używki i ekstremalne doznania erotyczne – ale kontemplacja sztuki, własna twórczość i nadzieja dają mi ukojenie. I nie uważam tego za „iluzyjne raje”. Sztuczny był boski Eden i Olimp, ale emocje tkwiące we mnie nie mają z nimi nic wspólnego. Zupełnie nic.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-6020803535278875176?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/6020803535278875176/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/08/bije-schopenhauera-po-gowie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/6020803535278875176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/6020803535278875176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/08/bije-schopenhauera-po-gowie.html' title='Biję Schopenhauera po głowie'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-2156609576850408736</id><published>2009-08-16T23:58:00.000-07:00</published><updated>2009-08-27T14:37:33.685-07:00</updated><title type='text'>O Gębie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Przedsłowie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;„Chcę się zabić” to lol nad lolami, żal nad żalami i w ogóle. Więc po co to wszystko? Nawet jeśli „okazjonalnie” (mistrzostwo świata) miewam myśli samobójcze to po cóż uzewnętrzniać to w taki sposób, który kłóci się z intelektualną i estetyczną wymową tego miejsca… Rozmowy o sztuce, czyli rozmowy sztuczne okazały się być nieco oświecające.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Słowie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Nienawidzę się golić. Jeśli naprawdę istnieje jakiś bóg, jeśli naprawdę byli sobie Adam i Ewa – to z całą pewnością największą karą za uległość wobec grzechu, jaką wymierzył bóg Adamowi – było golenie ryja. „Adamie, posiądź tęże maszynkę do golenia i gól się. Gól, byś nie wyglądał, jak małpa!” – zagrzmiał bóg. A teraz ja – jako potomek Adama i późniejszych Adamów, wreszcie potomek Adama, który jest moim ojcem i wcale nie ma na imię Adam – również muszę troszczyć się o to, żeby nie wyglądać jak małpa… Jak niedźwiedź. Jak NieWiemCo. Nienawidzę się golić.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Patrzę na powolne ruchy ostrza, które pozbawiają mnie kłujących igiełek obrastających twarz i boję się. Boję się czy czasem nie przyprawiam sobie gęby. Może człowiek właśnie powinien być małpą. I tak nią jest! Więc jeśli nią jest, to powinien nią być! (?) &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej strony czy utrzymywanie zestawu gęba+zarost (McGęba) to też nie jest przyprawianie gęby? No bo jeśli już się golę to jednak w jakimś stopniu się tej gęby pozbywam. Chyba… Co to jest przyprawianie gęby i czym ta gęba jest – zastanawiam się podczas codziennego (no, prawie) okaleczania się w ramach jakiejś wyższej idei. O, Gombrowiczu! Wrzynasz się w moje postrzeganie świata, odkąd Cię pierwszy raz przeczytałem… Nie chcę Ciebie ani Twojej gęby. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Ostatecznym wnioskiem płynącym z tej codziennej refleksji jest to, że tak czy siak – i tak mamy przyprawioną gębę. Jeśli my sami sobie jej nie przyprawiamy to przyprawiają ją nam inni. Hura. Swoją drogą – taki sam wniosek wysnuł chyba sam Gombrowicz… Ale Gombrowicz nie był turborealistą – upatruję w tym fakcie swoją wyższość nad Jedynym Prawdziwym Wieszczem.  Niemniej jednak w takim wypadku – kolejne ruchy zaostrzonego metalu (metal = szatan, bóg ukarał Adama goleniem się metalem, a więc ukarał go pierwiastkiem szatana. Wszystko się zgadza, łał) mają jakieś uzasadnienie. Mimo, że go nie mają… Ale mają. Mają bo nie mają.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Woda po goleniu marki Bruno Banani boli, bardzo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Posłowie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Nie lubię tego uczucia pt. „mogłem to zrobić lepiej”, które pojawia się podczas przeglądu ryja tuż po ogoleniu. Poza tym – lustro w mojej łazience jest brudne.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-2156609576850408736?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/2156609576850408736/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/08/o-gebie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/2156609576850408736'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/2156609576850408736'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/08/o-gebie.html' title='O Gębie'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-564814535225058374</id><published>2009-08-09T14:35:00.000-07:00</published><updated>2009-08-27T14:35:43.668-07:00</updated><title type='text'>Dzień, w którym stałem się psychopatą</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;---&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:trebuchet ms;font-size:78%;"  &gt;tochybaniebyłototochybaniebyłototochybaniebyłototochybaniebyłototochybaniebyłoto&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;tochybaniebyłoto&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;---&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Okazuje się, że mój jedyny prawdziwy cel w życiu nie został osiągnięty dlatego, że po prostu nie dałem sobie z nim rady. Ja. Z racji swojego charakteru, z racji wszechschizy, którą noszę w sobie, dokarmiam i trzymam pod czaszką – nie dałem rady… &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Nie stałem się tym, kim zawsze chciałem być. Okazało się, że nie jestem wystarczająco DOBRY, wystarczająco… Uświadomienie sobie, że twoje Spełnienie być może zasługuje na Kogoś Lepszego bo tobie nie udało się podarować Mu tego, czego oczekiwało – jest największym dramatem jakie można przeżywać w związku z wielkim uczuciem i emocją. Chyba niespełnioną. Na ten czas. „Na ten czas…”. Cóż może być straszniejszego niż uświadomienie sobie, że to, do czego dążyłeś przez cały czas, co było Twoim najważniejszym marzeniem – okazało się „nie być TYM” z twojego powodu?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;„To (…) To” – spojrzałem w kierunku drzew rosnących na alejkach, poczułem znów piekący ból w sercu i ponownie stałem w miejscu, do którego wrócić mogę już tylko myślami. Obiecałem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Zawsze śmiałem się z ludzi mówiących „Och, jakiż jestem beznadziejny. Och, jakiż jestem beznadziejny”… Śmieszyło mnie (i śmieszy) to heroiczne poszukiwanie swojej „nadziejności” w oczach innych i oczekiwanie na to, iż tę „nadziejność” się znajdzie. Żenujące, prawda? A jednak ja też czuję się beznadziejny. Czuję się zerem (takim łał - pisanym czcionką Times New Roman). Tyle, że nikomu o tym nie opowiadam i nie szukam „nadziejności”, bo wiem, że jej nie ma. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj po raz pierwszy naprawdę poczułem się psychopatą. Poczułem coś na kształt Wielkiego Napływu Wkurwienia na siebie, na swoje lęki, na swoje abstrakcyjne postrzeganie świata, na swój schizoidalny stosunek do ludzi. Znienawidziłem siebie. Znienawidziłem Dziwaka (napisałem „dziwaka”, a program do edycji tekstu zmienił mi to na „dziekana”…) siedzącego w mojej głowie i śmiejącego się ze mnie. Znienawidziłem mój świat, w którym jestem tylko ja, a tak naprawdę nie ma w nim dla mnie miejsca… Wczoraj trwa jeszcze dziś, będzie trwało jutro i być może potrwa do końca życia. „Postrzegasz przyszłość poprzez pryzmat przeszłości”. Inaczej już chyba nie umiem… Kim ja jestem? Czym mam żyć? Po co… &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Cześć, jestem psychopatą zamkniętym w swoim hermetycznym świecie wszechschizy, chcesz ze mną o tym porozmawiać? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-564814535225058374?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/564814535225058374/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/08/dzien-w-ktorym-staem-sie-psychopata.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/564814535225058374'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/564814535225058374'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/08/dzien-w-ktorym-staem-sie-psychopata.html' title='Dzień, w którym stałem się psychopatą'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-8499508129671892362</id><published>2009-08-04T01:21:00.000-07:00</published><updated>2009-08-03T16:26:27.815-07:00</updated><title type='text'>"Bo nie chcę Cię kochać"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Straciłem Miłość swojego życia. Tracę? Może już straciłem?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Po raz pierwszy poważnie myślałem o samobójstwie - ale zaraz dotarło do mnie, że to kiczowate. A poza tym jestem na to za słaby. Pozostała modlitwa do wszechświata o koniec wszechświata... Który nie nadejdzie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Nadal pozostaje Nadzieja. Ale już tylko Nadzieja. Wszystko poza Nią pozostało gdzieś w oddali.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Znowu zaległa cisza. Słychać tylko świerszcze. Ciekawe, o czym śpiewają.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Boję się samotności.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Boję się, że Nadzieja...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Dziś słyszałem trąbkę. Była piękna.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-8499508129671892362?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/8499508129671892362/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/08/bo-nie-chce-cie-kochac.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/8499508129671892362'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/8499508129671892362'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/08/bo-nie-chce-cie-kochac.html' title='&quot;Bo nie chcę Cię kochać&quot;'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-2705979505869161241</id><published>2009-08-02T00:03:00.000-07:00</published><updated>2009-08-27T14:42:44.525-07:00</updated><title type='text'>Sztuka – czyli postmodernizm – czyli turborealizm</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;font-size:100%;" &gt;Wspominałem, że ostatnie wieczory tchnęły we mnie nieco pogody i nadziei. Refleksje o Wszystkim jakie prowadziliśmy z Przyjacielem na jego balkonie patrząc na ciemniejące niebo – rzeczywiście stały się odskocznią od tego co „tu” i „teraz”. Nasze literacko-muzyczne, artystyczne i uduchowione nastroje spowodowały wzajemny przypływ inwencji twórczej i przemyśleń estetycznych.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;Było ku temu wiele powodów. Sam fakt zasłyszanej przypadkiem, uroczej kłótni sąsiada Macieja ze swoją matką wprawił nas w dobry nastrój. Powtarzane chorym akcentem „tak, przesadzasz! Tak przesadzasz! Tak przesadzasz!” spowodowało, że chyba obaj postrzegamy dziś zupełnie inaczej pojęcie „Looper” bądź z pozoru proste słowo „Replay”.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;Niezwykle inspirujące były jakże głębokie aluzje literackie! Obserwując przez cały tydzień pewien Garaż, w którym cały czas działo się coś dziwnego (chyba, że podlewanie konewką betonu uznać za rzecz normalną) zaczęliśmy utożsamiać białego malucha z Zosią (tą od Tadeusza). Konewka, biały maluch-Zosia – powrót Tadeusza do domu, wszystko się zgadza.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;Poziom ogólno-literacki diametralnie spadł, kiedy przypomnieliśmy sobie ambitne teksty zespołu prawie-muzycznego, w którym Przyjaciel Maciej niegdyś się udzielał. Choć nic nie jest w stanie pobić fascynacji „kokainowym zgrzytem” i „śmiercią strategiczną” – to jednak płonący stOS i zasłyszany głOS stanowiły ciekawe uzupełnienie naszych „experienców”&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: verdana;font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;Wynikiem tego całego zamieszania jest fakt, iż stałem się członkiem elitarnej grupy Turborealistów. Mój Przyjaciel – twórca pojęcia turborealizmu – stwierdził, że swą koncepcją sztuki wpisuję się w założenia naszej (już naszej) ideologii (których to założeń swoją drogą nikt do końca nie zna). Miło jest mi uczestniczyć w tym postmodernistycznym projekcie, w którym nawet uroczy zwrot „odpierdol się ode mnie” może prowadzić do sztuki najwyższych lotów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-2705979505869161241?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/2705979505869161241/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/08/sztuka-czyli-postmodernizm-czyli.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/2705979505869161241'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/2705979505869161241'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/08/sztuka-czyli-postmodernizm-czyli.html' title='Sztuka – czyli postmodernizm – czyli turborealizm'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-2037725254445282593</id><published>2009-07-31T23:58:00.000-07:00</published><updated>2009-08-27T14:41:48.334-07:00</updated><title type='text'>Nie wiemy, co przyniesie jutro</title><content type='html'>&lt;div  style="text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Kiedy dwa tygodnie temu spojrzałem za Nią ostatni raz ogarnęło mnie przerażenie. Jej zrozpaczone spojrzenie, łzy na policzkach i smutne kroki, które stawiała szybko żeby znaleźć się jak najdalej ode mnie – utkwiły mi w pamięci. Czasem kiedy budzę się w nocy widzę tamto spojrzenie. I powoli umieram.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Przygnębiająca cisza, jaka nastała po tamtym wieczorze – zagłuszała wszystko, co wokół mnie. Cisza, która kłuła w uszy. Cisza. Cisza.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Cisza.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Parę dni, podczas których znalazłem się w innej rzeczywistości szybko minęły i spowodowały jeszcze większe zderzenie z rzeczywistością, z osamotnieniem i bezradnością. Kolejny tydzień, który przyniósł ze sobą cały szereg wieczorów spędzonych na balkonie mojego Przyjaciela okazał się zbawienny. Dzięki wspólnym refleksjom o życiu, o sztuce, o absurdach, nieabsurdach – wciąż żyję.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;---&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Gdy wczoraj okazało się, że zobaczę Ją jeszcze raz – nie mogłem uwierzyć. Czy rzeczywiście nadzieja dała mi szczęście? Przecież nie wiemy tego, co przyniesie jutro… Nie wiemy jaki scenariusz napisze życie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Nie wiemy tego, co przyniesie jutro.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Powtarzałem dziś to zdanie kilka razy. Siedząc na trawie obok Niej, patrząc na Nią – mówiłem, iż nie mamy pojęcia o tym, co podaruje nam jutro. Byłem szczęśliwy. Byłem szczęśliwy, kiedy mówiła do mnie. Byłem szczęśliwy, kiedy patrzyła się na mnie. Pragnąłem Jej spojrzeń, w których odnalazłem miłość. Miłość wciąż tkwiła w Jej oczach. Chłonąłem każdy gest, każdy delikatny ruch Jej dłoni, nie chciałem przeoczyć czegokolwiek. Opalone ramiona, nogi – przez te kilka godzin miałem je tylko dla siebie. Jej stopy ukryte w trawie, które ponownie chciałem położyć na swoich kolanach. Cierpiałem w swoim wielkim szczęściu i powtarzałem, że nie wiemy, co przyniesie jutro.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Kiedy opowiedziałem o swoich emocjach i uczuciach; kiedy opowiedziałem o moich nadziejach i o oczekiwaniu na jutro – odczułem coś na kształt spełnienia. Wiedziałem o tym, że wreszcie usłyszała to, co chciałem jej powiedzieć. Choć tyle jeszcze zostało do powiedzenia…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;W moim świecie już nie jest tak cicho. Milczenie zostało w dużym stopniu wypełnione uroczymi głoskami „c” i „s”, które dźwięczą mi teraz wesoło w uszach. Słysząc je, mogę zasnąć spokojniej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Wciąż chowam radość pod powiekami.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Ca ira.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-2037725254445282593?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/2037725254445282593/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/07/nie-wiemy-co-przyniesie-jutro_31.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/2037725254445282593'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/2037725254445282593'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/07/nie-wiemy-co-przyniesie-jutro_31.html' title='Nie wiemy, co przyniesie jutro'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-1488711496988858820</id><published>2009-07-05T23:12:00.000-07:00</published><updated>2009-08-27T14:39:32.618-07:00</updated><title type='text'>Upadek Ikara</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Lato przynosi ze sobą – wraz z falą gorąca – całą masę wszelkiego rodzaju owado-robactwa. Całe dnie i noce spędza się w towarzystwie mniej lub bardziej ohydnych stworzonek, które wprawiają mnie w stan głębokiej irytacji. Nie mam dla nich litości. Nie mam litości dla komarów, szczypawek i innych glizd, które bez skrupułów łapę w zasadzki i zabijam. To chyba jedyne stworzenia na świecie, którym mogę rzeczywiście zrobić coś złego… Taką okazję wykorzystuję więc instynktownie(ludzko)…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Właśnie uderzyłem od niechcenia starą gazetą w przemieszczającą się po moim pokoju histerycznym lotem muchę(much nie znoszę najbardziej). Wylądowała ona na parapecie i nie poderwała się z powrotem do dalszej psychodelicznej podróży. Przypatrzyłem jej się z bliska.Leży na grzbiecie, ma złamane skrzydło i rusza odnóżami równie histerycznie,jak wariackie były jej manewry, które wykonywała wcześniej w powietrzu. Teraz patrzę tępo w ekran komputera i co chwilę odrywam wzrok by spojrzeć czy jeszcze żyje…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Żyje – wciąż żyje. Macha rozpaczliwie cienkimi jak nitki nóżkami, chyba wołając o pomoc. Dlaczego nie skrócę jej cierpienia? Sam do końca nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie…Może dlatego, iż kojące jest oglądanie większego cierpienia niż swoje własne…Ale przecież ja tak naprawdę nie cierpię. Być może chciałbym jej pomóc, ale z drugiej strony – pragnę przekonać się czy sama da sobie jakoś radę. Wiem, żenie da, ale chcę to zobaczyć…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Ruchy małej muszki są coraz wolniejsze, słabsze. Obawiam się, że jej agonia jest już w zaawansowanym stadium. Teraz, kiedy to do mnie dotarło – zacząłem zastanawiać się nad tym, że dopiero jej śmierć stanie się dla mnie rzeczywistym problemem… Przecież zasługuje ona na godny jej cierpienia pogrzeb. Jako, iż stała się ona moją ofiarą, sposobem chwilowego zaleczenia ludzkich kompleksów niemożności – winien jej jestem chociaż to, aby ją pożegnać. Tylko jak? Być może muchy również bywają wyznawcami różnych religii, być może również są członkami sekt? Dlatego więc pochówek może być dla nich istotnym zagadnieniem. Nie chcę, żeby mucha,którą zamordowałem była z mojej winy dodatkowo potępiona. Co będzie, jeśli spalę jej zwłoki z zesztywniałymi odnóżami, a potem okaże się, iż jej wyznanie zabraniało palenia zwłok? I tak wyrzucę ją za okno – tak najlepiej. Dla niej i dla mnie. Ale jeszcze nie teraz – przecież ona wciąż żyje.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Mucha próbuje co jakiś czas podnieść swoje złamane skrzydło – bezskutecznie. Tak jak upadek Ikara, który przez swoją lekkomyślność spadł do morza – tak jej klęska jest upadkiem ostatecznym. Przestrogi Dedala nie wystarczyły, by uchronić jego syna przed śmiercią.Jego wołanie za nim nie mogło pomóc. Żegnaj Ikarze…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Ikar – takie imię nadałem umierającej na moim parapecie musze. Nawet nie wiem czy to samiec czy samica.Na przekór temu, iż zwykle w świadomości wszystkich figuruje „ta” mucha – dałem„jej” na imię Ikar. Zupełnie nie rozumiem dlaczego – bo przecież mucha nie może być świadoma swoich chrzcin, nie może być mi wdzięczna za nadane jej imię – ale poczułem się teraz z tego powodu dumny. Czy to normalne – być dumnym z wymyślonego imienia dla muchy? Chociaż nienawidzę much – ta jedna wzbudziła we mnie poczucie minimalnej litości. To nie jest sympatia, ale brak obojętności. Z drugiej strony jednak cały czas czuję się niezręcznie – mam wrażenie, że ona patrzy na mnie z martwym wyrzutem, bezustannie. Czy jest świadoma tego, kto jest jej oprawcą? Czy Ikar jest świadomy, iż stałem się dla niego zarazem palącym jego skrzydła słońcem, jak i pochłaniającym go bezkresnym morzem?Brakuje tylko Dedala… Dedal już odleciał, nigdy nie wróci. Kiedyś z pewnością usłyszę jego tęskny krzyk rozpaczy – ale nie będę tego świadom. Mucha rusza już tylko dwoma nóżkami. Robi to co jakiś czas. Czy chcę, aby skończyła cierpieć?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Nie. Ale nie dlatego, że pragnę patrzeć na jej katusze. Nie chcę jej śmierci, ponieważ mnie zaintrygowała… Zafascynowała mnie jej walka. Jestem pełen podziwu dla jej upartości, honoru, woli życia. Jej instynktowny bój z nadciągającą śmiercią jest upersonifikowaniem nietzscheańskiej woli życia, nawet nie woli mocy – po prostu życia. To, czego brakuje tak wielu ludziom – emanuje z dzikiej postawy maleńkiej muchy. Nie chcę jej śmierci, nie zasłużyła na nią – właśnie dzięki tkwiącej w niej woli istnienia. Ale zaraz… Przecież to niemożliwe, aby Ikar przeżył. Los Ikara jest przesądzony – przez jego lekkomyślność i … wolę mocy właśnie. A może dla tej umierającej muchy jest jednak jakaś szansa? Być może pokona ona siłę mitu i natury zarazem? Nie, to niemożliwe… Tego nie można dokonać. Szczególnie, gdy będąc poparzonym przez słońce, zlatuje się wprost do głębokiego morza. Żegnaj Ikarze?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Mucha właśnie zakończyła swą walkę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-1488711496988858820?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/1488711496988858820/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/07/upadek-ikara.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/1488711496988858820'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/1488711496988858820'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/07/upadek-ikara.html' title='Upadek Ikara'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-202893640252808814.post-1334656251591265426</id><published>2009-06-22T23:00:00.000-07:00</published><updated>2009-08-01T10:30:02.277-07:00</updated><title type='text'>Pod powiekami</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify; font-family: verdana;"&gt;Rankami boję się otworzyć oczy. Wydaje mi się, że smugi światła przebijające się przez zepsute żaluzje zabiją coś we mnie - w środku. Pełen złudzeń, iż poranne promienie słońca mają w sobie moc prześwietlania ciała i duszy leżę – nie podnosząc powiek. Staram się doceniać tę porę dnia – to jedyny moment, w którym rzeczywiście jestem sam na sam ze sobą. Mała nirwana naznaczona nutą niepokoju– boję się tego, co przyniesie dzień. A jednocześnie intryguje mnie to bezustannie. Oczy jednak mam zamknięte tak długo, na ile pozwala mi poczucie rozsądku i przyzwoitości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciemność,która kryje się za powiekami nie jest w rzeczywistości ciemnością. Tak sądzę. Przecież w tej postaci, w jakiej potocznie ją pojmujemy jest ona taka pusta i beznadziejna. Dlaczego mówi się o ciemności tylko dlatego, że gdy zamkniemy oczy – widnieje przed nami przestrzeń o barwie nazywanej „czarną”? Jest to intymna sfera prywatności własnych myśli, które – przeistaczane w nieodgadniony stan ludzkiego umysłu, który nazwać można np. wyobraźnią – kotłują się właśnie pod zamkniętymi powiekami. Nigdzie indziej. To tam doznajemy szczęścia, smutku,strachu czy Absolutu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy jeszcze nie doświadczyłem tego ostatniego… Chociaż głęboko wierzę w to, że życie nie ogranicza się jedynie do tego, co materialne, tego co tu i teraz, tego co obok nas. Wierzę w siłę ludzkiej wyobraźni, potęgi podświadomości, która prowadzić może do duchowych uniesień i metafizycznych doznań. Moja idea Sacrum (tak to nazywam) wydaje się mieć – dla mnie samego oczywiście – głębszy sens i uzasadnienie. Zawsze bawiło mnie to, że dawno temu kilkoro sprytnych ludzi nazwało siłę podświadomości „bogiem” (tylko po to, aby sprawować władzę nad innymi) i od tej pory całe rzesze ludzi w różnych zakątkach świata boją się swojej własnej imaginacji… A przecież chodzi  t y l k o  o Absolut, który tkwi w nas… Po co dorabiać mu brodę, mądre spojrzenie, trójząb, harfę, czy twarz psa? Po co wyobrażać sobie coś więcej, niż potrzeba? I wreszcie – po co się bać? Nigdy nie doznałem Absolutu pod powiekami. Mam nadzieję, że nie dlatego, iż obdzieram go ze schematu i religijno-popkuturowego wymiaru… Być może dlatego, iż ranek nie jest porą na Sacrum? Nie ma miejsca na duchowe uniesienie, kiedy tak naprawdę boję się zepsutych żaluzji przepuszczających światło do pokoju… Nawet wtedy, gdy powieki są mocno zamknięte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żenująca walka ze samym sobą zawsze kończy się przegraną. Wygrywa konieczność. Pozostaje tylko wybrać sposób kaźni. Otwierać oczy powoli i męczyć się jak przy zastrzyku trwającym kwadrans czy narazić się na bolesne, ale krótkie ukłucie? Zwykle otwieram szybko i zawsze okazuje się, że tak naprawdę nie było się czego bać. Dlaczego więc każdy początek dnia rozpoczyna się w ten sam sposób? Dlaczego codziennie wita mnie strach kotłujący się pod zamkniętymi powiekami? Dlaczego codziennie próbuje się go pozbyć, a zarazem boję się otworzyć oczy, aby go uwolnić?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boję sięsamotności. Dziś 22-gi, wszystkiego najlepszego… Staram się zachować dla siebie jak najwięcej radości. Gromadzę ją pod powiekami.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/202893640252808814-1334656251591265426?l=toniejesttytul.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/feeds/1334656251591265426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/07/pod-powiekami.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/1334656251591265426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/202893640252808814/posts/default/1334656251591265426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://toniejesttytul.blogspot.com/2009/07/pod-powiekami.html' title='Pod powiekami'/><author><name>M</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06925848084980799293</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
