Kiedy dwa tygodnie temu spojrzałem za Nią ostatni raz ogarnęło mnie przerażenie. Jej zrozpaczone spojrzenie, łzy na policzkach i smutne kroki, które stawiała szybko żeby znaleźć się jak najdalej ode mnie – utkwiły mi w pamięci. Czasem kiedy budzę się w nocy widzę tamto spojrzenie. I powoli umieram.
Przygnębiająca cisza, jaka nastała po tamtym wieczorze – zagłuszała wszystko, co wokół mnie. Cisza, która kłuła w uszy. Cisza. Cisza.
Cisza.
Parę dni, podczas których znalazłem się w innej rzeczywistości szybko minęły i spowodowały jeszcze większe zderzenie z rzeczywistością, z osamotnieniem i bezradnością. Kolejny tydzień, który przyniósł ze sobą cały szereg wieczorów spędzonych na balkonie mojego Przyjaciela okazał się zbawienny. Dzięki wspólnym refleksjom o życiu, o sztuce, o absurdach, nieabsurdach – wciąż żyję.
---
Gdy wczoraj okazało się, że zobaczę Ją jeszcze raz – nie mogłem uwierzyć. Czy rzeczywiście nadzieja dała mi szczęście? Przecież nie wiemy tego, co przyniesie jutro… Nie wiemy jaki scenariusz napisze życie.
Nie wiemy tego, co przyniesie jutro.
Powtarzałem dziś to zdanie kilka razy. Siedząc na trawie obok Niej, patrząc na Nią – mówiłem, iż nie mamy pojęcia o tym, co podaruje nam jutro. Byłem szczęśliwy. Byłem szczęśliwy, kiedy mówiła do mnie. Byłem szczęśliwy, kiedy patrzyła się na mnie. Pragnąłem Jej spojrzeń, w których odnalazłem miłość. Miłość wciąż tkwiła w Jej oczach. Chłonąłem każdy gest, każdy delikatny ruch Jej dłoni, nie chciałem przeoczyć czegokolwiek. Opalone ramiona, nogi – przez te kilka godzin miałem je tylko dla siebie. Jej stopy ukryte w trawie, które ponownie chciałem położyć na swoich kolanach. Cierpiałem w swoim wielkim szczęściu i powtarzałem, że nie wiemy, co przyniesie jutro.
Kiedy opowiedziałem o swoich emocjach i uczuciach; kiedy opowiedziałem o moich nadziejach i o oczekiwaniu na jutro – odczułem coś na kształt spełnienia. Wiedziałem o tym, że wreszcie usłyszała to, co chciałem jej powiedzieć. Choć tyle jeszcze zostało do powiedzenia…
W moim świecie już nie jest tak cicho. Milczenie zostało w dużym stopniu wypełnione uroczymi głoskami „c” i „s”, które dźwięczą mi teraz wesoło w uszach. Słysząc je, mogę zasnąć spokojniej.
Wciąż chowam radość pod powiekami.
Ca ira.
Przygnębiająca cisza, jaka nastała po tamtym wieczorze – zagłuszała wszystko, co wokół mnie. Cisza, która kłuła w uszy. Cisza. Cisza.
Cisza.
Parę dni, podczas których znalazłem się w innej rzeczywistości szybko minęły i spowodowały jeszcze większe zderzenie z rzeczywistością, z osamotnieniem i bezradnością. Kolejny tydzień, który przyniósł ze sobą cały szereg wieczorów spędzonych na balkonie mojego Przyjaciela okazał się zbawienny. Dzięki wspólnym refleksjom o życiu, o sztuce, o absurdach, nieabsurdach – wciąż żyję.
---
Gdy wczoraj okazało się, że zobaczę Ją jeszcze raz – nie mogłem uwierzyć. Czy rzeczywiście nadzieja dała mi szczęście? Przecież nie wiemy tego, co przyniesie jutro… Nie wiemy jaki scenariusz napisze życie.
Nie wiemy tego, co przyniesie jutro.
Powtarzałem dziś to zdanie kilka razy. Siedząc na trawie obok Niej, patrząc na Nią – mówiłem, iż nie mamy pojęcia o tym, co podaruje nam jutro. Byłem szczęśliwy. Byłem szczęśliwy, kiedy mówiła do mnie. Byłem szczęśliwy, kiedy patrzyła się na mnie. Pragnąłem Jej spojrzeń, w których odnalazłem miłość. Miłość wciąż tkwiła w Jej oczach. Chłonąłem każdy gest, każdy delikatny ruch Jej dłoni, nie chciałem przeoczyć czegokolwiek. Opalone ramiona, nogi – przez te kilka godzin miałem je tylko dla siebie. Jej stopy ukryte w trawie, które ponownie chciałem położyć na swoich kolanach. Cierpiałem w swoim wielkim szczęściu i powtarzałem, że nie wiemy, co przyniesie jutro.
Kiedy opowiedziałem o swoich emocjach i uczuciach; kiedy opowiedziałem o moich nadziejach i o oczekiwaniu na jutro – odczułem coś na kształt spełnienia. Wiedziałem o tym, że wreszcie usłyszała to, co chciałem jej powiedzieć. Choć tyle jeszcze zostało do powiedzenia…
W moim świecie już nie jest tak cicho. Milczenie zostało w dużym stopniu wypełnione uroczymi głoskami „c” i „s”, które dźwięczą mi teraz wesoło w uszach. Słysząc je, mogę zasnąć spokojniej.
Wciąż chowam radość pod powiekami.
Ca ira.
