niedziela, 5 lipca 2009

Upadek Ikara

Lato przynosi ze sobą – wraz z falą gorąca – całą masę wszelkiego rodzaju owado-robactwa. Całe dnie i noce spędza się w towarzystwie mniej lub bardziej ohydnych stworzonek, które wprawiają mnie w stan głębokiej irytacji. Nie mam dla nich litości. Nie mam litości dla komarów, szczypawek i innych glizd, które bez skrupułów łapę w zasadzki i zabijam. To chyba jedyne stworzenia na świecie, którym mogę rzeczywiście zrobić coś złego… Taką okazję wykorzystuję więc instynktownie(ludzko)…

Właśnie uderzyłem od niechcenia starą gazetą w przemieszczającą się po moim pokoju histerycznym lotem muchę(much nie znoszę najbardziej). Wylądowała ona na parapecie i nie poderwała się z powrotem do dalszej psychodelicznej podróży. Przypatrzyłem jej się z bliska.Leży na grzbiecie, ma złamane skrzydło i rusza odnóżami równie histerycznie,jak wariackie były jej manewry, które wykonywała wcześniej w powietrzu. Teraz patrzę tępo w ekran komputera i co chwilę odrywam wzrok by spojrzeć czy jeszcze żyje…

Żyje – wciąż żyje. Macha rozpaczliwie cienkimi jak nitki nóżkami, chyba wołając o pomoc. Dlaczego nie skrócę jej cierpienia? Sam do końca nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie…Może dlatego, iż kojące jest oglądanie większego cierpienia niż swoje własne…Ale przecież ja tak naprawdę nie cierpię. Być może chciałbym jej pomóc, ale z drugiej strony – pragnę przekonać się czy sama da sobie jakoś radę. Wiem, żenie da, ale chcę to zobaczyć…

Ruchy małej muszki są coraz wolniejsze, słabsze. Obawiam się, że jej agonia jest już w zaawansowanym stadium. Teraz, kiedy to do mnie dotarło – zacząłem zastanawiać się nad tym, że dopiero jej śmierć stanie się dla mnie rzeczywistym problemem… Przecież zasługuje ona na godny jej cierpienia pogrzeb. Jako, iż stała się ona moją ofiarą, sposobem chwilowego zaleczenia ludzkich kompleksów niemożności – winien jej jestem chociaż to, aby ją pożegnać. Tylko jak? Być może muchy również bywają wyznawcami różnych religii, być może również są członkami sekt? Dlatego więc pochówek może być dla nich istotnym zagadnieniem. Nie chcę, żeby mucha,którą zamordowałem była z mojej winy dodatkowo potępiona. Co będzie, jeśli spalę jej zwłoki z zesztywniałymi odnóżami, a potem okaże się, iż jej wyznanie zabraniało palenia zwłok? I tak wyrzucę ją za okno – tak najlepiej. Dla niej i dla mnie. Ale jeszcze nie teraz – przecież ona wciąż żyje.

Mucha próbuje co jakiś czas podnieść swoje złamane skrzydło – bezskutecznie. Tak jak upadek Ikara, który przez swoją lekkomyślność spadł do morza – tak jej klęska jest upadkiem ostatecznym. Przestrogi Dedala nie wystarczyły, by uchronić jego syna przed śmiercią.Jego wołanie za nim nie mogło pomóc. Żegnaj Ikarze…

Ikar – takie imię nadałem umierającej na moim parapecie musze. Nawet nie wiem czy to samiec czy samica.Na przekór temu, iż zwykle w świadomości wszystkich figuruje „ta” mucha – dałem„jej” na imię Ikar. Zupełnie nie rozumiem dlaczego – bo przecież mucha nie może być świadoma swoich chrzcin, nie może być mi wdzięczna za nadane jej imię – ale poczułem się teraz z tego powodu dumny. Czy to normalne – być dumnym z wymyślonego imienia dla muchy? Chociaż nienawidzę much – ta jedna wzbudziła we mnie poczucie minimalnej litości. To nie jest sympatia, ale brak obojętności. Z drugiej strony jednak cały czas czuję się niezręcznie – mam wrażenie, że ona patrzy na mnie z martwym wyrzutem, bezustannie. Czy jest świadoma tego, kto jest jej oprawcą? Czy Ikar jest świadomy, iż stałem się dla niego zarazem palącym jego skrzydła słońcem, jak i pochłaniającym go bezkresnym morzem?Brakuje tylko Dedala… Dedal już odleciał, nigdy nie wróci. Kiedyś z pewnością usłyszę jego tęskny krzyk rozpaczy – ale nie będę tego świadom. Mucha rusza już tylko dwoma nóżkami. Robi to co jakiś czas. Czy chcę, aby skończyła cierpieć?

Nie. Ale nie dlatego, że pragnę patrzeć na jej katusze. Nie chcę jej śmierci, ponieważ mnie zaintrygowała… Zafascynowała mnie jej walka. Jestem pełen podziwu dla jej upartości, honoru, woli życia. Jej instynktowny bój z nadciągającą śmiercią jest upersonifikowaniem nietzscheańskiej woli życia, nawet nie woli mocy – po prostu życia. To, czego brakuje tak wielu ludziom – emanuje z dzikiej postawy maleńkiej muchy. Nie chcę jej śmierci, nie zasłużyła na nią – właśnie dzięki tkwiącej w niej woli istnienia. Ale zaraz… Przecież to niemożliwe, aby Ikar przeżył. Los Ikara jest przesądzony – przez jego lekkomyślność i … wolę mocy właśnie. A może dla tej umierającej muchy jest jednak jakaś szansa? Być może pokona ona siłę mitu i natury zarazem? Nie, to niemożliwe… Tego nie można dokonać. Szczególnie, gdy będąc poparzonym przez słońce, zlatuje się wprost do głębokiego morza. Żegnaj Ikarze?

Mucha właśnie zakończyła swą walkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz