Przedsłowie
„Chcę się zabić” to lol nad lolami, żal nad żalami i w ogóle. Więc po co to wszystko? Nawet jeśli „okazjonalnie” (mistrzostwo świata) miewam myśli samobójcze to po cóż uzewnętrzniać to w taki sposób, który kłóci się z intelektualną i estetyczną wymową tego miejsca… Rozmowy o sztuce, czyli rozmowy sztuczne okazały się być nieco oświecające.
Słowie
Nienawidzę się golić. Jeśli naprawdę istnieje jakiś bóg, jeśli naprawdę byli sobie Adam i Ewa – to z całą pewnością największą karą za uległość wobec grzechu, jaką wymierzył bóg Adamowi – było golenie ryja. „Adamie, posiądź tęże maszynkę do golenia i gól się. Gól, byś nie wyglądał, jak małpa!” – zagrzmiał bóg. A teraz ja – jako potomek Adama i późniejszych Adamów, wreszcie potomek Adama, który jest moim ojcem i wcale nie ma na imię Adam – również muszę troszczyć się o to, żeby nie wyglądać jak małpa… Jak niedźwiedź. Jak NieWiemCo. Nienawidzę się golić.
Patrzę na powolne ruchy ostrza, które pozbawiają mnie kłujących igiełek obrastających twarz i boję się. Boję się czy czasem nie przyprawiam sobie gęby. Może człowiek właśnie powinien być małpą. I tak nią jest! Więc jeśli nią jest, to powinien nią być! (?)
Z drugiej strony czy utrzymywanie zestawu gęba+zarost (McGęba) to też nie jest przyprawianie gęby? No bo jeśli już się golę to jednak w jakimś stopniu się tej gęby pozbywam. Chyba… Co to jest przyprawianie gęby i czym ta gęba jest – zastanawiam się podczas codziennego (no, prawie) okaleczania się w ramach jakiejś wyższej idei. O, Gombrowiczu! Wrzynasz się w moje postrzeganie świata, odkąd Cię pierwszy raz przeczytałem… Nie chcę Ciebie ani Twojej gęby.
Ostatecznym wnioskiem płynącym z tej codziennej refleksji jest to, że tak czy siak – i tak mamy przyprawioną gębę. Jeśli my sami sobie jej nie przyprawiamy to przyprawiają ją nam inni. Hura. Swoją drogą – taki sam wniosek wysnuł chyba sam Gombrowicz… Ale Gombrowicz nie był turborealistą – upatruję w tym fakcie swoją wyższość nad Jedynym Prawdziwym Wieszczem. Niemniej jednak w takim wypadku – kolejne ruchy zaostrzonego metalu (metal = szatan, bóg ukarał Adama goleniem się metalem, a więc ukarał go pierwiastkiem szatana. Wszystko się zgadza, łał) mają jakieś uzasadnienie. Mimo, że go nie mają… Ale mają. Mają bo nie mają.
Woda po goleniu marki Bruno Banani boli, bardzo.
Patrzę na powolne ruchy ostrza, które pozbawiają mnie kłujących igiełek obrastających twarz i boję się. Boję się czy czasem nie przyprawiam sobie gęby. Może człowiek właśnie powinien być małpą. I tak nią jest! Więc jeśli nią jest, to powinien nią być! (?)
Z drugiej strony czy utrzymywanie zestawu gęba+zarost (McGęba) to też nie jest przyprawianie gęby? No bo jeśli już się golę to jednak w jakimś stopniu się tej gęby pozbywam. Chyba… Co to jest przyprawianie gęby i czym ta gęba jest – zastanawiam się podczas codziennego (no, prawie) okaleczania się w ramach jakiejś wyższej idei. O, Gombrowiczu! Wrzynasz się w moje postrzeganie świata, odkąd Cię pierwszy raz przeczytałem… Nie chcę Ciebie ani Twojej gęby.
Ostatecznym wnioskiem płynącym z tej codziennej refleksji jest to, że tak czy siak – i tak mamy przyprawioną gębę. Jeśli my sami sobie jej nie przyprawiamy to przyprawiają ją nam inni. Hura. Swoją drogą – taki sam wniosek wysnuł chyba sam Gombrowicz… Ale Gombrowicz nie był turborealistą – upatruję w tym fakcie swoją wyższość nad Jedynym Prawdziwym Wieszczem. Niemniej jednak w takim wypadku – kolejne ruchy zaostrzonego metalu (metal = szatan, bóg ukarał Adama goleniem się metalem, a więc ukarał go pierwiastkiem szatana. Wszystko się zgadza, łał) mają jakieś uzasadnienie. Mimo, że go nie mają… Ale mają. Mają bo nie mają.
Woda po goleniu marki Bruno Banani boli, bardzo.
Posłowie
Nie lubię tego uczucia pt. „mogłem to zrobić lepiej”, które pojawia się podczas przeglądu ryja tuż po ogoleniu. Poza tym – lustro w mojej łazience jest brudne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz