środa, 2 września 2009

Kilka myśli zebranych na trasie

Czy wyrabianie umiejętności prowadzenia samochodu podczas nauki jazdy ma zniechęcić ludzi do jeżdżenia samochodem? W swym krótkim życiu przejeździłem 23 godziny (w perspektywie mam jeszcze 7, a potem to już nie wiadomo) i już tego nienawidzę... Być może samodzielna jazda bez kompana u boku (posiadającego Pedały Ostateczności) przywróci mi radość z wpadania w dziury na polskich drogach.

Nie znoszę limuzyny o kryptonimie MICRA. Jest tam ciasno, duszno, niewygodnie i wsteczny ciężko wskakuje. Jezu Chryste, któryś cierpiał na krzyżu! Dlaczego ja muszę cierpieć w MICRZE?! Myślisz, że Tobie było gorzej? Wcale nie! Może i nie mam przybitych dłoni do kierownicy, ale za to Ty nie musiałeś się martwić o pieszych pod krzyżem ani o innych wiszących, którzy Cię nie mijali ani nie wyprzedzali. MICRO, giń!

Nie znoszę pieprzonych Kielc, po których mam ostatnio wątpliwą przyjemność poruszania się pojazdem samochodowym (MIRCO, giń!). Kielce to dzieło szatana, jestem tego pewien. Ciężko mi znaleźć jakieś konkretne dowody dla tej tezy, ale jadąc po szarych jezdniach tego szarego miasta - czuję obecność szatana w pobliżu. To sam Diabeł Najwyższej Instancji wymyślił te cholerne, wielkie skrzyżowania, na które wjeżdżam, staję na środku, tamuję ruch, i na których "mam kombinować, żeby ułatwić przejazd sobie i innym". To szatan wymyślił ronda ze znakiem "ustąp pierwszeństwa", to szatan wymyślił kieleckie uliczki osiedlowe, to szatan wymyślił ulicę Domaszowską, to sam szatan we własnej osobie spłodził mojego instruktora!

Żarty Szanownego Wyżej Wspomnianego (którego mimo wszystko pozdrawiam) są chyba jeszcze bardziej drętwe niż te o perkusistach. Podziwiają je i śmieją się z nich jedynie uroczy Damianek i pani Janina (których nie pozdrawiam). Ruskie powiedzonka, tureckie przysłowia, starożytno-fińskie (haha - doskonałe, czyż nie?) prawdy życiowe. Kiedy błądzę w socjalistycznym krajobrazie Kielc myślę sobie, że warto było wydać tę kasę na kurs - choćby po to aby poznać "prawo zupy" (którego z racji walorów estetycznych tego niewątpliwie artystycznego miejsca nie będę przytaczał). Poza tym - życzę każdemu, żeby choć raz mógł zobaczyć mojego zgarbionego i ściśniętego w MICRZE (MICRO, giń!) instruktora podjeżdżającego do miejsca X - magiczny obrazek. Jest on wtedy takim Wielkim Śledziem w małej puszce.

Niedługo wsiądę do niej z powrotem. Wcale mi do tego nie spieszno. MICRO, giń!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz