Chyba powinienem zacząć zakładać się sam ze sobą o to, kiedy zgaszę lampkę.
Patrzę na nią nieufnie, nawet ją lubię. Jest "w miarę" - czerwona i niedaleko włącznika/wyłącznika ma ślady po źle zdrapanej cenie. Nie, nie ja zrywałem. Ciekawe ile kosztowała... Zupełnie tu nie pasuje. Jest jak czarna plama na białej kartce papieru. Jak idealne figury geometryczne na impresjonistycznym obrazie. Jak ja na siłowni. Paradoksalnie, właśnie dlatego idealnie wpisuje się w całość, jaką stanowi mój mizernie, jak na razie, urządzony pokój.
Powinienem już zgasić światło. Posiadam władzę nad ciemnością, to ja decyduje kiedy ona nastanie. Wiem, że to ulotne; że mogę się tym cieszyć jedynie dotąd, aż nie spali się mała żarówka. Zamiana ról jest tak nieprzewidywalna...
Patrzę na nią nieufnie, nawet ją lubię. Jest "w miarę" - czerwona i niedaleko włącznika/wyłącznika ma ślady po źle zdrapanej cenie. Nie, nie ja zrywałem. Ciekawe ile kosztowała... Zupełnie tu nie pasuje. Jest jak czarna plama na białej kartce papieru. Jak idealne figury geometryczne na impresjonistycznym obrazie. Jak ja na siłowni. Paradoksalnie, właśnie dlatego idealnie wpisuje się w całość, jaką stanowi mój mizernie, jak na razie, urządzony pokój.
Lubię żółtawe światło, jakie dają żarówki w lampkach. Są dużo przyjemniejsze i bardziej inspirujące do czegokolwiek niż oczojebne, "globalne" reflektory zwane "żyrandolem". Czy lampki są better dlatego, że przy ich światełku można dużo więcej ukryć? A może po prostu dają piękniejszy cień...
Powinienem już zgasić światło. Posiadam władzę nad ciemnością, to ja decyduje kiedy ona nastanie. Wiem, że to ulotne; że mogę się tym cieszyć jedynie dotąd, aż nie spali się mała żarówka. Zamiana ról jest tak nieprzewidywalna...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz